Sebastian Wróbel – nasz człowiek w Afryce!

I oto jest kraj , oto jest miejsce na które z której strony nie spojrzeć, o którym jakkolwiek nie pomyślę zawsze powiem „naj”.Jedyny poza Egiptem kraj Afryki o tak bogatej historii, w której miejsce swe znalazły postacie biblijne jak Królowa Saba i Król Salomon. Kraj nazywany „Czarną wyspa Chrześcijaństwa” otoczoną przez kraje islamskie. [end]Kraj w którym jak wierzą miejscowi znajdują się w Axum strzeżone tablice Arki Przymierza ofiarowane Mojżeszowi, gdzie również znajduje się ósmy cud świata, kościoły wykute w skale. Kraj w którym znaleziono szkielet naszej pra… pra.. pra.. babki Lucy sprzed ponad 3 milionów lat. Kraj o zapierających dech w piersiach widokach , bogatej faunie i florze, endemicznych gatunkach, które można podziwiać jedynie w tej części świata. Kraj, o którego historii pisał Ryszard Kapuściński. I kraj, gdzie parzy się najlepszą kawę, jaką kiedykolwiek miałem możliwość popijać.Etiopia to miejsce magiczne, różnorodne kulturowo, bogate w folklor. Powierzchniowo trzy razy większe od Polski z populacją około 90 milionów mieszkańców, z czego jak się szacuje około 45 % nie przekroczyła piętnastego roku życia. Typowa rodzina to 2 + 10. Większość mieszkańców nie potrafi określić dokładnie swojej daty urodzenia. Każdy dzień wyprawy zaskakiwał i przynosił wrażenia, o których nawet nie śniłem. Pomijając piękno Abisynii, bogatą historię i wspaniałą kawę w pamięci pozostają mi miejsca, w których spotykałem dzieci. Miejsc tych było wiele. Pokonałem ponad 4 tysiące kilometrów, trzy wielkie prowincje Ahmara , Tigraj i Oromio, z miasta do miasta , z osady do osady , zatrzymując się w hotelach lepszych i naprawdę podłych, odwiedzając wioski nomadów, Felaszy (potomków czarnych żydów). Trafiałem do zapominanych przez świat miejscowości, w których miałem możliwość podpatrywania nie tylko codziennego życia Etiopczyków, kolorowych targów przypraw, targów zwierzęcych, domostw, kościołów i niejednokrotnie biedy, której słowami nie sposób opisać.Tydzień podróży po kraju, uświadomił mi z jak wielkimi problemami borykają się dzieci. Większość bosa, ubrana w łachmany, pracująca. Pięciolatki noszące na rękach niemowlęta. Młodzi chłopcy i dziewczynki w wieku około 13 lat zajmujący się handlem przeróżnych artykułów. Nie spotkałem dziecka bez uśmiechu na twarzy, bez próby nawiązania rozmowy. Zaskoczyła mnie znajomość i biegłość posługiwania się językiem angielskim. Serce pękło, widząc dziewczynkę biegnącą za jeepem, którym podróżowaliśmy. Przez kilkaset metrów z ogromną prędkością biegła jak strzałą z wyciągniętymi dłońmi, w których miała kilka krzyżyków etiopskich wyciętych z byle blachy zawieszonych na byle sznurku. Wysoka, smukła sylwetka, wielkie piękne oczy. Tego momentu nie da wymazać się z pamięci. Poprosiliśmy kierowcę by się zatrzymał, kupiliśmy krzyżyki za cenę jaką dziewczyna podała. Radość , wzruszenie i wdzięczność w jej oczach to największy skarb jaki udało mi się zdobyć na Etiopskiej Ziemi. Były również szkoły. Ta, która najbardziej mi utkwiła w pamięci znajdowała się przy szutrowej drodze w sercu pustynno –skalistego spalonego przez słońce pustkowia. Nigdzie wokół zabudowań mieszkalnych. Szkoła w środku „niczego”. Już wcześniej dokonaliśmy zakupów wszelkiego rodzaju pomocy szkolnych, od długopisów, które są na wagę złota, przez piłki nożne, puste białe kartki do rysowania, kredki, zeszyty. Wszystko co było dostępne zebraliśmy w kilka ogromnych worków. Zakupy były szalone. Wynieśliśmy cały sklep. Dosłownie cały. Koszty były niewielkie. Etiopski przewodnik był bardzo zaskoczony.Wracając do Szkoły. Dwa niewielkie budynki. Nie było w nich ławek, nie było krzeseł. Pomoce naukowe to malowane na ścianie coś w rodzaju grafitti , a to przedstawiające Układ Słoneczny, to znowu układ pokarmowy człowieka, mapa Afryki, dni i miesiące w języku angielskim amharskim i tigrajskim. Gdy podjechaliśmy pod budynek szkoły, wszystkie dzieci wybiegły na zewnątrz, zdziwienia i śmiechów nie było końca. Niektórzy z uczniów pierwszy raz widzieli białego Europejczyka, dotykając naszej skóry włosów, i nieufnie ze zdziwieniem bądź ze śmiechem pokazując na nas palcami. Po krótkiej rozmowie z nieliczną trzy osobową kadrą nauczycielska i dyrektorem , rozdawaliśmy długopisy, a następnie przeprowadziłem swoją pierwszą i mam nadzieję, że nie ostatnia na czarnym lądzie lekcję. Trochę zagadek matematycznych , trochę geografii, a na koniec krótka opowieść o kraju nad Wisłą. Śladem jaki zostawiłem w szkole prócz darów, jest widokówka z Zamkiem Królewskim z Warszawie, którą wpiąłem nad tablicą. Ciekawe czy wciąż tam wisi?Tekst: Sebastian Wróbel Zdjęcia: Brat Sebastiana Wróbla

Inne ciekawe newsy

Karol Koszorz – nasz poeta

Chwalimy się naszym niezwykle utalentowanym uczniem, szkolnym poetą i człowiekiem Renesansu – Karolem Koszorzem! Wywiad z nim ukazał się w Magazyn MIR, a przeprowadziła go Magdalena Marciak, nasza polonistka. Polecamy

Mikołajki

Mikołaj zawitał i do naszej szkoły! I jak to Mikołaj, nie przybył z pustymi rękoma, o nie, lecz z workami pełnymi prezentów dla naszych małych i dużych uczniów. Każdy kto

Lekcja w klasie 7

W ramach trwającej w naszej szkole akcji przeciwdziałania bullyingowi i cyberprzemocy, w klasie 7 odbyła się lekcja, do stworzenia, której inspiracją był fragment książki pani Renaty Ewy Błaszczyk „Inny”, czytanej