POD NAMIOTEM NAD GÓRSKIM JEZIOREM.
Obóz stanął na pięknej polanie wsród gór. Jadalnia była pod rozłożystym drzewem, z widokiem na jezioro. Nikt nie marudził, że karimata twarda a sąsiad chrapie, czy spiewa przez sen i nikt nie płakał do mamy. Drugiego dnia drużyna przewędrowała wiele kilometrów po górach i dolinach, by dotrzeć na urokliwą plażę nad jeziorem (w nagrodę za trudy wędrówki druh obdzielił wszystkich czekoladą Toblerone). A wieczorem prawdziwe ognisko! Ognisko szczególne, bo zebrali się przy nim harcerze
z 87 Polskiego Szczepu i irlandzka drużyna z Delgany (11 Wicklow Group). Irlandczycy mogli poznać polskie obrzędy ogniskowe m. in. rozpalenie ognia jedną zapałką. Było trudno, ale wspólnym wysiłkiem ogień w końcu zapłonął. Rozpoczęły się pląsy i spiewy w różnych językach (polskim, angielskim i bliżej niezidentyfikowanym).Irlandzcy skauci byli też swiadkami składania uroczystej przysięgi harcerskiej przez pięciu naszych harcerzy. Na koniec we wspólnym kręgu popłynęła iskierka przyjaźni. A głęboką nocą, w rozgwieżdżone niebo wystrzeliła flara ratunkowa. Na szczęscie nikt pomocy nie potrzebował. Druhowie zorganizowali jedynie pokaz, oczywiscie po uprzednim poinformowaniu odpowiednich służb.
Ale biwak to nie tylko przyjemnosci ale i obowiązki. Harcerze samodzielnie przygotowywali pyszne kanapki na sniadania i kolacje, szorowali gary po wysmienitych daniach obiadowych i nosili drewno na opał (czasami druhowie pozwolili też kawałek przepiłować lub porąbać). Z drewnianych palików i sznurka zbudowali stelaż kosza na smieci i suszarkę na nieco przemoczone spodnie i skarpetki. Co nieco przemokło, bo pogoda nie rozpieszczała. Ale to nie deszcz
padający całą niedzielę, i nie meszki, kąsające bolesnie zapadną w pamięci po tym pierwszym plenerowym biwaku Młodszych Harcerzy. Jedni zapamiętają zapach lasu, inni księżyc nad taflą jeziora, ale wszyscy zachowają w pamięci atmosferę serdecznosci, przyjaźni i swietnej zabawy. Aż do następnego biwaku.Agnieszka Kaliska


