Festyn i dzień otwarty szkoły SEN 12 czerwca.


Tak się bawi szkoła Sen! Całą noc i cały dzień!

Całą noc to przygotowywalismy te wszystkie wydarzenia i cuda, których byliscie swiadkami, a których jak znam życie Katolicki Instytut na terenie którego jestesmy nie widział w całej swojej historii aż do tego historycznego dnia. Całą noc to niektórzy nie spali ze stresu i ze szczęscia, że to już, tuż, tuż, puka do drzwi ten dzień szkoły SEN i to musi zastąpić nam normalny sen. Cały tydzień lało na przemian z chłodnym frontem atmosferycznym i pogoda była irlandzka, taka jak przed erą SEN, aż do tego dnia gdy wstało słońce i upał rozgrzał, a może i przegrzał niejedną głowę, a w szczególnosci z pewnoscią piszącego te słowa, ale warto było bo otarlismy się niemal o perfekcję….
[end]
Rządy twardej ręki czyli co zrobić, żeby pić kawę i jesć ciasto 30 minut przed godziną zero.

No własnie co zrobić? Stałe czytelniczki pytają mnie o to każdego dnia? Cóż mogę odpowiedzieć? Skąd my to mamy? Otóż, od mamy! A konkretnie to od mamy Janka z 3a, która objęła zarząd komisaryczny nad kuchnią, bufetem i kawiarnią. Kochana Pani Magda wprowadziła w pokoju nauczycielskim pełniącym 12 czerwca wyjątkowo rolę kuchennego sztabu generalnego zamordyzm z ludzką twarzą i poprowadziła szkolnych garkotłuków ku swietlanej przyszłosci. źródła donoszą, że nawet dyrektor nie jęknął tylko pod czujnym okiem szefowej wziął się do uczciwej roboty. Prawdopodobnie pierwszy raz w życiu. Zawsze to lepiej późno niż wcale, bądź co bądź. Jak to się robi w Dublinie przykład dały także inne mamy i kuchnia o 11.30 stanęła… Strajk?! Nic podobnego. Wszystko już było zrobione! Ziemniaki odlane, statki pomyte, a szefowa na kawę w porcelanie prosi. To my chłopaki, szkolne łobuziaki na kawę i ciacho społem ruszylismy. I nawet chleb ze smalcem nam panny nam dały. łza się w oku kręci. Nie to co w tej piosence o podejrzanej dzieweczce co niejakiego mysliweczka chlebem z masłem mamiła, a jak przyszło co do czego to mówi mu bezczelnie: „dałabym ci, alem go zeżarła!” A u nas nie. żadnej lipy! Beczka smalcu na głowę.Ale czy aby zasłużylismy? Sie wie! Bo zasuwalismy.Jak dziewczyny pichciły to my w między czasie stoły zdążylismy rozstawić, dekoracje przygotować, kolumny podłączyć, siatki założyć na bramkach. Wszystkie próby przeprowadzić. Niemałe zasługi położył tu nieoceniony Pan Andrzej, prywatnie małżonek szefowej kuchni, który nie dał się przescignąć młodym i wykonał 500 procent normy. Panu Andrzejowi sam Pstroski powinien buty pucować i mówić mu per mistrzu. Jak wszyscy miłosnicy historii współczesnej wiedzą, Pstroski po wykonaniu swojej normy wyciągnął kopyta, a Pan Andrzej w ramach relaksu poszedł grać w piłkę nożną dzielnie stając naprzeciw grupy szkolnych małolatów. Stara szkoła. Prawdziwa i pełna poezji. Dzis już się tacy nie rodzą, dlatego trzeba ich stworzyć i wychować co w naszej kochanej szkole stawiamy sobie za punkt honoru.

Teatr Marzeń SEN skąpany w słońcu. łobuzy proszą do poloneza, gwiazdy mody biegają na wybiegu a na scenie króluje ten niesamowity Chopin.

12.00 to 12.00, nie ma rady trzeba wyłazić z beczki smalcu i rozpoczynać przedstawienie bo tłumy zgromadziły się już na dziedzińcu szkolnym. Scena usytuowana była na froncie, a dookoła stragany, stoiska, gabinety lekarskie, salony masażu, spa, studia fotograficzne, bohemy malarskie, galerie, studio tatuażu zmywalnego nie wiedzieć czemu zwane malowaniem twarzy, księgarnie, saloniki prasowe, stanice harcerskie, kawiarenki, jadłodajnie i grill bistra. Poza tym zoo afrykańskie z jeżami albinosami i królem lwem Waldziem oraz miasto robotów. Czyli zwykła rutynowa robota w szkole SEN. Dzień jak co dzień. Nuda Panie, nic się nie dzieje. Jeden rzut oka na cały ten spokojny krajobraz i możemy startować. Dziewczyny z grupy wokalnej bez trudu udowadniają dlaczego od tygodnia mówi się o nich Anioły z Waterford. Przedstawienie o którym prasa szeroko rozpisywała się przy okazji relacji z Zielonej Szkoły rozgrzało do czerwonosci naszą szkolną publikę. Na fali entuzjazmu jeden z tatusiów spontanicznie podłączył przenosną maszynę do produkcji baniek mydlanych i zrobiło się jak w słynnym teledysku Urszuli do legendarnej piosenki „Dmuchawce, latawce, wiatr”. A anioły spiewały, spiewały, spiewały. A dzieciaki klaskały, klaskały, klaskały. My też klaskalismy. A co! Po aniołach pora na łobuzy. Tak nazywa się nasza grupa taneczna, która przekraczając bariery i współczesne normy estetyczne nie ogranicza się do stylów i gatunków. Dziewczyny i chłopaki tańczą wszystko. Taniec z gwiazdami, You can dance i Mazowsze w jednym. Dowody? Proszę bardzo. Na festynie dali dwa pokazy. Zbiorowy układ uliczny, rodem z repertuaru tanecznych gangów z Chicago i New York City, a później panie proszą do poloneza i nie mamy tu na mysli wykwitu polskiej mysli technicznej tylko taniec, który zaczyna w Polsce wszystkie imprezy taneczne o charakterze oficjalnym. Czyli „znów za rok matura!!!”. To były czasy. Siedział człowiek w liceum. Co dzień jak do pracy chodził. Co roku studniówka, co roku matura, aż w końcu z WKU list przysłali, że już nie trzeba więcej w szkole garować bo emerytów do wojska nie biorą. I skończyło się dzieciństwo.No dobra, dobra już spadam. Nie rzucać jajkami! Wkręcam te elementy biograficzne jak mogę, użalam się nad sobą a tu stali czytelnicy awanturują się, że miało być o meczu piłkarskim więc muszę się sprężać. Pokaz taneczny zakończył się pełnym sukcesem naturalnie, a Klaudia z 3a która w trakcie zgubiła pantofelek zmieniła zawód i została Kopciuszkiem. Teraz czeka na księcia, który podjedzie furmanką z przymiarką.Jest tylko jeden warunek. Książe musi być dobrze sytuowany. Jak będzie dziany to może nawet bez buta podjechać,a jak nie to nikogo nie ma w domu. Pokaz mody nowoczesnej, wiosennej i letniej modelek z klas 1 i 2 wzbudził zachwyt i niekłamany podziw widowni. Szczególnie dwóch młodych gentelmenów w wieku lat 2-3 na oko, na fali entuzjazmu zręcznie sobie wykoncypowało, że jak panienki to tylko modelki i wbiegli mołojcy na scenę goniąc zachwycone dziewczyny. 200 lat temu urodził się Fryderyk Chopin. Patriotyczny obowiązek stał się przyczynkiem to powstania autorskiej sztuki teatralnej o życiu i twórczosci naszego genialnego kompozytora. „Ten niesamowity Chopin” to przedstawienie po mistrzowsku odegrane przez naszych aktorów na co dzień grających na deskach teatru Scena SEN. Matylda Gruszewska z klasy 4 brawurowo wcieliła się w rolę tytułową i nie po raz pierwszy pokazała, że jest w stanie zagrać wszystko. Tak! Dosłownie wszystko! Nawet adapter i kaloryfer jak będzie trzeba. „Panowie czapki z głów! Oto geniusz!” Tak Robert Schuman komplementował Chopina. Parafrazując, proponuję. Panowie i panie, czapki z głów oto geniuszka! Matyldo! Dziękujemy! Podziękowania i brawa należą się także innym aktorom z klas 3a, 3b i 4. Na osobne uznanie zasługuje również genialna kreacja Igi Kirejko, która zagrała George Sand wywołując mały skandal obyczajowy. Taka jest własnie sztuka. Ma prowokować i zmuszać do stawiania sobie trudnych, ale jakże istotnych pytań. Jesli więc chodzi o kulturę w szkole SEN to jestesmy kulturalni. Specjalne podziękowania dla Kasiuli Tomaszewskiej, Przemka łozowskiego, Karoliny Lewandowskiej, Gosi Dulny i Pani Justyny za popełnienie i przygotowanie tego pięknego widowiska. Tak, tak chłopcy. No już! Spokojnie!!! Zaraz będzie o meczu, tylko proszę odłóżcie grzecznie te zgniłe pomidorki…..

Puk, puk. Kto tam? Harcerze! Nie wierzę. To uwierz, bo drużyna harcerska działa, rządzi, radzi i wszystkiemu zaradzi!

Harcerze w szkole SEN to oddzielna bajka. Przebojem opanowali teren naszej szkoły. Wprowadzili wojskowy dryl. Ubrali rodziców w mundury. Uczniów skoszarowali. Każdego tygodnia rosną ich granatowe szeregi. Pomagają, uczą, bawią i organizują. Z rozmachem i polotem. Nie inaczej było na festynie. Druhowie i druhny uwijali się jak w ukropie. Gry, zabawy, konkursy, budowanie domów jednorodzinnych w 15 minut. Rzeźby w mące i soli. Sztafety, podchody, hektolitry wody i wspaniałe nagrody. Zastęp harcerski w szkole SEN to prawdziwa bomba i strzał w dziesiątkę. Bardzo harcerzy lubimy, wspieramy ich i kibicujemy im. Rodziców, którzy są zainteresowani udziałem w tym elitarnym przedsięwzięciu zapraszamy na specjalistyczne kursy i dołączenie do kadry polskich skautów dublińskich. Z najnowszych wiesci. Naszych harcerzy widziano w ostatnią niedzielę w lokalu wyborczym i na pobliskich ulicach, gdzie spędzili cały ten słoneczny, cudowny dzień w służbie Polsce i Polakom. Szacunek i podziw! Po prostu klasa! Drodzy rodzice wasze dzieci są w dobrych rękach. Czuwaj!

Tatuaże, lekarze, wulkany i wymasuj mnie kochany. Kawa, herbata, ciasto i daj mi kaszanki niewiasto!

W początkowej fazie naszej gawędy wspomnielismy co nieco o atrakcjach jakie czekały na wszystkich naszych gosci. Na szczególną uwagę zasługują tu salon tatuażu Mirosławy L., która za jeden usmiech zmieniała tożsamosć poszczególnych klientów i klientek. Dzielnie wspierała ją czeladniczka będąca u niej w terminie Paulina B., która też położyła niemałe zasługi malując twarze i rzeźbiąć tatuaże. Później po terenie grasowały całe hordy zombi i makowych panienek. Dwóch to nawet w Głosie się reklamowało. Jednym słowem sodomia, gomoria i fatamorgana. Na parterku pan doktor udzielał porad i mierzył cisnienie. Pod znakiem zapytania należy postawić jego wykształcenie bo nie wiem czy naczelna izba lekarska i pani minister uznają dyplom z Harwardu, którym się legitymuje nasz kochany doktor Wanic. Znając polską służbę zdrowia po powrocie do kraju może być ciężko.Także, doktorze zostań z nami! Na pięterku ulokowały się z kolei salony pięknosci i masażu. Kolejki tam były jak za mięsem w latach 80 – tych. Białe jeże afrykańskie też zrobiły furorę. Każdy chciał takiego dotknąć i przytulić, aż podobno jeżyki zamknęły się w sobie i bez terapii się nie obejdzie. Z kolei w następnym lokalu zgromadziło się wierne grono pirotechników imienia MacGyvera. Najpierw ze smieci wykonali 3 tuziny robotów, własnej roboty, zamieniając 6 klasę w Robot City, a później odpalili wulkany. Prawdziwe! Pani Agnieszka, która prowadzi tę grupę już podjęła kolejne wyzwanie. We wrzesniu tego roku wysyłamy pierwszy lot załogowy na Marsa, a później to już tylko star treck, star wars i planeta małp. Zostawmy jednak tych młodych fanatyków o sredniej wieku 8,5 roku i wróćmy na ziemię do spraw przyziemnych. Takich jak jedzenie na przykład. Kawiarenka Pani Magdy, wyposażona w ciasta przez nasze mamy, żony i nauczycielki zyskała bardzo cennego pracownika w osobie charyzmatycznego papy Karkosińskiego, którego dzielne okrzyki: „kawa, herbata, ciasto, komu bo idę na miasto!” swiadczą o tym, że Pan Jacek byłby asem nawet na bazarze Różyckiego w Warszawie. Pan Jacek po majówce, gdzie zastąpił niedysponowanego wodzireja i po zielonej szkole, gdzie pod znakiem zapytania postawił posadę managera naszej drużyny piłkarskiej, pokazał swoją kolejną twarz. Utalentowanego barmana i kelnera. Panie Jacku! Dziękujemy i prosimy o więcej! Po drugiej stronie placu, królował wspomniany już smalec pod ogóreczka kiszonego. Kiełbaska i kaszanka z grilla. Wszystko swieżutkie, pyszne i tak jak ciasto i napoje za darmo. Tak! Za darmo! Could You spell that?! Yes! Z-a d-a-r-m-o. Czyli za friko? No przecież mówię, że za frajer. Kilku domokrążców, którzy chcieli handlować na naszym festynie pogonilismy bez najmniejszego pardonu. Przepraszam ale muszę już przejsć do opisu meczu nauczyciele – rodzice, bo chłopaki nadciągają w moją stronę i prowadzą ze sobą taczkę….

8:4!!!! Nauczyciele bombardiery!!!!

Miało być 5:0, ale 8:4 też miłe i cieszy. Po wydaniu specjalistycznych trykotów, przygotowaniu boiska, zamówieniu pogody i zakontraktowaniu sędziego, który przyszedł gwizdać za darmo, ze względu na naszą akcję charytatywną dla powodzian obie drużyny i liczne rzesze fanów stawiły się na stadionie Hogwartu. Już przed pierwszym gwizdkiem dało się dostrzec przepasć dzielącą obie ekipy. 35 rodziców zasadziło się na Bogu ducha winnych 12 profesorków, wątłych i chuchrowatych. Rodzice, chłopy jak dęby, dobrze odżywieni, zbudowani jak zapasnicy, rumiani i pewni siebie. Nauczyciele, chudzi, bladzi, twarze kredowe, niesmiali i głodni. No dobra dosć tych bzdur i głupot. Tak było. Rzucilismy się na rodziców i 2:0 było po 20 minutach. Później rodzice rzucili się na nas i 2:2 było do przerwy. Po przerwie my rzucilismy się znowu na rodziców i 6:2 się zrobiło, a na to rodzice huzia na Józia na nas i już tylko 6:4 i karny dla parentsów. I co? I figulasa! Poprzeczka, dwa gole do szatni i 8:4. Wystrzeliły korki od szampanów. Wszyscy zgodnie przechylili flakon zwycięzców. Każdy czyms się wsławił i zaimponował dziewczętom na boku. Krzysztof Nazimek sprawił, że złote lata polskiej bramkarki znowu odżyły. Papa Świerc (nie mylić z Papą Smerfem) huknął gola, którego możecie oglądać na zdjęciu pod artykułem. Pan Andrzej przodownik pracy stwierdził, że po takim blamażu nie ma co się w domu pokazywać. 5 rodziców udało się po zawodach na intensywną terapię, a jeden się udał do pubu. Nauczyciele po tej spodziewanej wiktorii w nagrodę mogli posprzątać szkołę i boisko. Zabawa była przednia. Pojawił się pomysł regularnych treningów, tylko nie wiemy czy doktor Wanic może tak często przyjeżdżać bo na karetkę to nie wyrobimy.

Dziękujemy!

Rodzicom. Za ciasta, pracę, charyzmę i zaufanie. Za usmiech i życzliwosć.
Nauczycielom. Za wszystko. Bez Was nic by się nie udało.
Wszystkim wolontariuszom, lekarzom, masażystom, ratownikom, harcerzom, sponsorom i partnerom, którzy przyszli i pracowali za darmo.
Panu Darkowi za nagłosnienie.
Dziennikarzom za tendencyjne, pochlebne recenzje.
Waldkowi za jeże.
Naszym uczniom za to, że są naszą największą inspiracją. Nagrodą i pociechą. Nadzieją na przyszły rok…

Inne ciekawe newsy

Praca domowa klasa 3A

Zaczynamy prezentacje swoich książek.W najbliższą sobotę prezentacje przedstawiają: -Emilka -Ola -Alex W najbliższą sobotę, zostaną rozdane sekretne prezenty, odwiedzi nas również Św. Mikołaj. Tego dnia możemy poczuć już magię zbliżających

Wizyta w Pałacu Prezydenta Irlandii

W minioną sobotę klasa 3e dzięki inicjatywie Pani Ani z Garda Síochána, miała okazję zobaczyć Pałac Prezydenta Irlandii. Posiadłość mieści się w Phoneix Parku. W pałacu znajduje się 95 pokoi.

Finał konkursu „Lokomotywa”

Finał konkursu recytatorskiego „Lokomotywa”. Brawo finaliści! Z całego serca gratulujemy i dziękujemy za tak wspaniałe reprezentowanie naszej szkoły! To była wyjątkowa i rodzinna niedziela, pełna żywiołowych emocji, gorących wzruszeń, a